Coraz więcej terminali LNG

Liczba terminali LNG rośnie w szybkim tempie. W ciągu dziesięciu lat ich możliwości regazyfikacyjne zwiększyły się dwukrotnie. W Europie największe inwestycje importowe powstają we Francji, Hiszpanii i w Polsce.
Rocznie będzie można odebrać w terminalu LNG 5 mld m3 gazu, co stanowi ponad 1/3 polskiego zapotrzebowania.

Unia Europejska musi kupować gaz, bo jest uboga w ten surowiec: jak informują eksperci firmy doradczej Ernst & Young, gdyby musiała polegać wyłącznie na własnych zasobach, gazu z naturalnych źródeł wystarczyłoby jej na zaledwie cztery lata. Ze względu na swoje bezpieczeństwo energetyczne, Unia skazana jest na import, i to z wielu źródeł. Zdecydowaną większość gazu Stary Kontynent sprowadza rurociągami, ale rola LNG systematycznie rośnie: jego udział w dostawach gazu ziemnego do Europy zwiększył się z 28 proc. do 30 proc. w latach 2009-2011. Nna Starym Kontynencie działa ponad 20 terminali importowych, na świecie jest ich przeszło 100.

Kraje zachodnie chcą mieć kilku dostawców LNG, ponieważ daje im to większe możliwości negocjacyjne. Na razie Europa przywozi LNG głównie z Kataru i Algierii, ale w odwodzie są też inne kraje. Według Ernst & Young, dzięki budowanym od lat terminalom importującym LNG, państwa zachodnie kupują gaz z co najmniej sześciu źródeł.

Do gry mogą włączyć się wkrótce koncerny ze Stanów Zjednoczonych, które przygotowują się do skraplania swojego gazu łupkowego i eksportowania ich na cały świat.

Jeżeli nawet metanowce z USA nie będą przypływały do wybrzeży Europy, bo zdecydują się na podbój rynków azjatyckich, to i tak podaż gazu będzie tak dużą, że wpłynie na jego ceny. A to oznacza, że LNG stanie się jeszcze bardziej dostępny niż był do tej pory.

Podobny efekt może przynieść rozbudowa terminali eksportowych w Australii i w Nigerii. Im więcej LNG na rynku, tym lepiej dla Europy.