Konferencja klimatyczna COP21 w Paryżu

W dniu 12 grudnia br. prawie 200 państw uczestniczących w konferencji klimatycznej COP21 w Paryżu, zawarło porozumienie, którego celem jest walka z globalnym ociepleniem. Porozumienie to zostało poprzedzone było wieloletnimi przygotowaniami, żmudnymi ustaleniami i koniecznością zawierania daleko idących kompromisów. Wielu komentatorów już ogłosiło paryską konferencję historycznym sukcesem i przełomem. Są jednak osoby, które nie podzielają takich opinii. Co więc tak naprawdę ustalono podczas COP 21 i jak wpłynie to na sektor energetyczny, w tym LNG?

Niełatwy kompromis

Negocjacje w Paryżu były niezwykle intensywne i do ostatnich godzin ich trwania, sukces nie był przesądzony. Część państw przyjęła postawę „jastrzębi” i forsowała ambitne cele oraz bardziej restrykcyjne metody ich egzekwowania. W grupie tej były głównie państwa rozwinięte oraz te, które mogą być szczególnie dotknięte zmianami klimatu. Z kolei kraje wstępujące dopiero na ścieżkę rozwoju – ale także USA – studziły te pro-klimatyczne ambicje. Rozbieżności w postawach uczestników spowodowały, że termin zakończenia obrad, tj. 11 grudnia br., okazał się niewystarczający i konferencja przeciągnęła się do sobotniego wieczora. Finalnie, udało się jednak osiągnąć kompromis.

Źródło: IEA
Źródło: IEA

W toku negocjacji wielokrotnie zmieniano kształt porozumienia. Obecny dokument, różni się istotnie (aczkolwiek nie diametralnie) od wstępnych założeń. Najważniejszą zmianą była, forsowana przez USA, eliminacja odgórnie narzucanej, prawnie obowiązującej kwoty redukcji emisji CO2. Inną poprawką, o którą z kolei walczyła Polska delegacja, było wyeliminowanie z dokumentu pojęcia „dekarbonizacji” i zastąpienie go „neutralnością węglową”, którą osiąga się np. poprzez zalesianie. Ważnym odstępstwem od pierwotnych zapisów jest również wykreślenie z porozumienia kwestii dotyczących dekarbonizacji transportu. Co więc wnosi paryskie porozumienie? Mimo dalece poczynionych zmian wymuszonych potrzebą kompromisu, porozumienie to jest ogromnym krokiem naprzód w zakresie ochrony klimatu i dekarbonizacji gospodarek. Utrzymany został podstawowy cel porozumienia, czyli zatrzymanie do końca obecnego wieku wzrostu średniej temperatury na ziemi na poziomie poniżej 2oC. Dodatkowo, w dokumencie zawarto deklarację starań na rzecz niedopuszczenia do wzrostu średniej temperatury powyżej 1,5oC. Drogę do celu pośredniego, jakim jest redukcja emisji gazów cieplarnianych oraz skalę tej redukcji, każdy kraj ma opracować we własnym zakresie. Postęp będzie jednak odgórnie kontrolowany w odstępach 5-cio letnich, poczynając od 2018 r. Nie mniej ważną deklaracją jest utworzenie Zielonego Funduszu Klimatycznego, który już od 2020 r. ma zbierać około 100 mld USD rocznie od państw rozwiniętych. Pieniądze te będą przeznaczane na pro-klimatyczne działania w państwach rozwijających się, a także do walki ze skutkami globalnego ocieplenia.

5

Postanowiono…

Co więc oznacza to wszystko w praktyce? Porozumienie nie narzuca odgórnie poziomu redukcji emisji gazów cieplarnianych, ani nie przewiduje żadnych kar za niewywiązanie się ze zobowiązań. Każde państwo będzie musiało określić cel redukcji emisji i sposób na jego osiągnięcie we własnym zakresie. Zachętą do działań na rzecz klimatu będą pieniądze z Zielonego Funduszu Klimatycznego. Paryskie porozumienie jest więc de facto deklaracją pro-klimatycznych reform. Z tego powodu, obawy dotyczą realnej skali działań na rzecz redukcji emisji. Niektórzy eksperci twierdzą, że bez konkretnych postanowień i wprowadzenia rygoru opartego na sankcjach, wzrost średniej temperatury na ziemi pod koniec wieku może istotnie przekroczyć wpisane w porozumieniu 2oC. To z kolei, zdaniem klimatologów, będzie miało bardzo poważne reperkusje. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że taką deklarację złożyło prawie 200 państw, stanowi ogromny postęp. Tworzy to także podwaliny pod przyszłe, intensywniejsze działania na rzecz ochrony klimatu.

4

Konferencja a branża energetyczna

A jak decyzje podjęte w Paryżu wpłyną na sektor energetyczny, w tym branżę LNG? Wykreślenie postanowień o odchodzeniu od węgla oraz brak odgórnych kwot redukcji emisji, są z punktu widzenia „konwencjonalnej” części branży energetycznej pozytywne. Zmiany będą raczej ewolucyjne, niż rewolucyjne, a to ułatwi proces przestawiania pojedynczych firm i całych gospodarek na niskoemisyjne tory. W Polsce, a także w innych krajach uzależnionych od energii z węgla, redukcję emisji CO2 będzie się osiągać w dużej mierze poprzez modernizację i wymianę bloków węglowych, a także implementację technologii CCS. To do pewnego stopnia, będzie spowalniać rozwój OZE (jednak w żadnym wypadku tego rozwoju nie zatrzyma) i zniechęcać do budowy elektrowni jądrowych (przynajmniej do momentu wyczerpania tanich źródeł węgla). Czego jednak może spodziewać się branża gazowa? Z jednej strony, część krajów z pewnością dostrzeże zalety wysoce sprawnych i elastycznych elektrowni gazowych, i będzie używać tej technologii do redukowania emisji CO2. Z drugiej strony, tani węgiel może mimo wszystko okazać się preferowaną alternatywą. Potencjalnie negatywny skutek może mieć także wykreślenie kwestii dekarbonizacji transportu z porozumienia (gaz, czy to w postaci LNG czy CNG, jest preferowaną alternatywą dla ropy naftowej). Tym niemniej, ponieważ każdy sygnatariusz paryskiego porozumienia ma swobodę, co do kształtowania krajowego miksu energetycznego i doboru sposobów redukcji emisji gazów cieplarnianych, ciężko jednoznacznie stwierdzić czy sektor gazowniczy czeka walka o utrzymanie status quo czy ekspansja.

dr Robert Zajdler
Ekspert ds. energetycznych
Instytut Sobieskiego